niedziela, 5 maja 2013

Brothers Part XIX



- OGŁOSZENIA PARAFIALNE -


PS: W okienku obok ( --> ) widoczne są moje bieżące wpisy na twitterze. W nich najprawdopodobniej będzie najwięcej informacji o postępach w pracy nad kolejnym rozdziałem i innymi opowiadaniami.

PS2: Trudno mi wyłapać w komach wszystkie pytania (gdyby owe były), dlatego, jeśli są jakieś wątpliwości, to proszę śmiało zagadywać na moim asku:   http:ask.fm/dysiu 

PS3: Lubicie śmieszne macrosy, misheardy i różne inne dziwaczne rzeczy związane z kpopem? Współ-adminię niedawno spłodzoną stronkę "Koreańskie Internety" (efekt nudy), na której znajdziecie to wszystko i wiele więcej. Wstępnie jednak z przyjaciółką potrzebujemy widzów, by dostać pomysłów i powera na kolejne przeróbki (+świadomość, że nie robimy tego tylko dla siebie).




_________________________________________________________________


TYTUŁ:    Brothers
PART:     XIX

SŁÓW:    1902
BETA:      brak
PAIRING:  JongKey
OSTRZEŻENIA:  brak

N/A:  Niemal pół roku bez notki... Też jestem zaskoczona, że się tu jeszcze pojawiłam. Ale za bardzo mi zależało i zbyt wiele szczęścia przynosiły kolejne komentarze, pochwały. Nawet te, w których wyraźnie malowało się zwątpienie co do mojego powrotu. Jednak jestem i obiecuję dokończyć to opowiadanie. Tak samo, jak i "Secret of snowbird residence". Ale na to jeszcze przyjdzie czas. Na razie zostańmy w teraźniejszości - nawet jeżeli jest dennie, nawet jeżeli już nie potrafię pisać tak, jak kiedyś mi się udawało:  życzę miłego czytania i dużo cierpliwości dla mojej pisaniny. Jesteście tu jeszcze ze mną? Tak? To trzymajcie kciuki, widzimy się przy następnej notce ;) 


<Key> 

Mimo iż na pierwszy rzut oka przez tę nasączoną testosteronem, umięśnioną otoczkę, chłopak nie wydawał się taki, to był całkiem bystry i sprytny. Ładnie wszystko sobie ułożył, bym na koniec został z nim sam na sam, niemal odcięty od świata. Nie miałem nawet co liczyć na pomoc znikąd. Już zupełnie mnie przeraził, gdy siłą odebrał mi telefon, pod pretekstem, że cały ten czas spędzony na plaży mam poświęcić tylko i wyłącznie jemu. Tłumaczył to: „odstresuj się i carpe diem“, ale i tak wiedziałem swoje. Chciał mnie odizolować od społeczeństwa, zamknąć w tym przerażającym, małym, przytulnym domku, by torturować i wykorzystywać mnie do swoich niecnych celów. 

A jakich? Chyba nie trzeba było długo się nad tym zastanawiać... 

W końcu już na początku zapowiedział, co chce ze mną zrobić. Może i po dłuższej analizie całej sytuacji, przestałem postrzegać to jako takie tortury i wykorzystywanie,​ a zacząłem bardziej... przyjemnie. Jednak strach specjalnie mi nie przeszedł. Bałem się jak każdy przeciętny nastolatek przed swoim pierwszym razem - miałem prawo. Chociaż podejrzewałem, że jednak już nie taki przeciętny nastolatek szykuje się na bycie... stroną uległą. 

Ostatecznie nie wiedziałem, jak mam się cieszyć i wyluzować, gdy cały pierwszy dzień - i noc - spędziłem w strachu przed nagłym atakiem na moją przestrzeń intymną. To może już trochę paranoja, ale owszem - zniosłem pochrapywanie Jonghyuna prosto w moją twarz, tylko przez obawy towarzyszące odwróceniu się do niego tyłem. A łóżko było tylko jedno. 



<Jonghyun> 


- Jjongie... 

- Hm? - mruknąłem, dopiero co przywracając sobie świadomość. Nawet jeśli oczy mi się kleiły jak po dwóch dobach bez snu, to z wiedzą, że mam w swoich objęciach Kibuma i cały dzień spędzę na leniuchowaniu właśnie z nim, ta mała niedogodność była niczym. 

- Idź zasłoń okno. - krzywił się w mocnych porannych promieniach letniego słońca, powieki zaciskał z całych sił.

- To się odwróć, kocie, i daj mi jeszcze troszkę poleżeć... - próbowałem zakleszczyć go w swoich ramionach,byleby pozwolił nam wylegiwać się dłużej, lecz w tym samym momencie podniósł się do siadu, trąc oczy. Sam zmusiłem przymrużone powieki do tego, by rozchyliły się szerzej. Spojrzałem na niego z zaciekawieniem. 

- Ech... Nie marnujmy dnia, co? I tak wiele tu nie posiedzimy, prawda? - cmoknął mnie przelotnie w czoło, wstał i poszedł do szafy po ubrania. Moment później wszedł do łazienki, a kiedy chciałem się przyłączyć - kiedy chciałem się przyłączyć, dobiegł mnie dźwięk przekręcanego kluczyka. 


<Key> 

- Wiesz, co ci powiem, Jong? - podpierałem się właśnie łokciami o parapet w kuchni, skąd widok na morze i plażę był po prostu zabójczy. Mimo wszystko... - cholernie tu nudno. 

- Szczerze, nie do końca wiem, jakie tu są atrakcje. Akurat w tej części plaża jest pusta... - siorbnął łyk kawy z kubka, za co bym mu najchętniej ukręcił jądra - ...ale około kilometra dalej, za tamtym klifem jest molo i dość tłoczna plaża. Możemy zabrać coś do picia i... 

Kłapał dalej, ale ja na chwilę odleciałem. Nie pamiętam dokładnie z jakiego powodu. Czy przez to, że zapatrzyłem się na bawiącą się na plaży grupkę gimnazjalistów, czy też przez białe bałwany, tworzone przez coraz silniejsze fale. W każdym razie ocknąłem się dość szybko. 

- ...no chyba, że masz pomysł na jakieś ciekawsze zajęcia - zasugerował starszy. 

Zareagowałem błyskawicznie, gdy udo Jonghyuna otarło się o mój tyłek. Udałem, że nagle zabolała mnie kostka i odskoczyłem na bok.

- Coś się stało? - zapytał zaniepokojony. Czy ja wspominałem, że Jonghyun był bardzo bystry? J​ednak ograniczę to stwierdzenie do „miał przebłyski”.

- Nic takiego... Zaraz przejdzie i pójdziemy na tę plażę, nae? - masowałem przez chwilę zdrową kostkę, po czym stanąłem już na obu nogach. Chłopak uśmiechnął się pobłażliwie, pokręcił głową, znów siorbnął - co dzieliło go o krok od dostania po twarzy - lecz w miarę szybko szepnął mi na ucho: 

- Uważaj na siebie, kochanie... Jeszcze znajdziemy ci powody, byś miał problemy z chodzeniem - tą wypowiedzią zarówno odparował mojego pięknego „liścia“, jak i sprawił, że zakrztusiłem się własną śliną. I do tego miał komentarz, widziałem to po jego przymrużonych, błyszczących oczach. Nie wiedziałem, czy był na tyle litościwy, by nie przyprawiać mojej zawstydzonej twarzy o coraz ciemniejsze odcienie różu, czy też zwyczajnie wystarczyła świadomość, że w tej sytuacji porozumieliśmy się tak dobrze, jakby telepatia była dla nas chlebem powszednim. Czy z jego oczu dało się wyczytać „zobaczymy, czy go zmieścisz w ustach“, czy to tylko moje dopowiedzenie? 



Plaża po drugiej stronie klifu rzeczywiście była bardzo tłoczna. Jej zaletą było to, że posiadała pełno lodziarni i niewielkich barów, a także wypożyczalnię skuterów wodnych. Niespecjalnie mnie ciągnęło do jakichkolwiek sportów, jednak widziałem, że Jonghyunowi świeciły się oczy na sam widok. Mimo wszystko miał widocznie jakiś powód, by siedzieć cicho, bo nawet nie poruszył tematu, dopóki sam nieśmiało nie zapytałem: 

- Jeździłeś już na tym? 

- E? - otworzył szerzej oczy, patrząc w kierunku wypożyczalni. Zdawało się, że już wtedy w jego patrzałkach dało się odnaleźć tę dziecięcą radość.

- No skutery wodne, tak? Pojeździmy? 

- Ty na serio...? 

- Nie każ mi powtarzać jak idiocie, bo się jeszcze rozmyślę - ledwo zdążyłem wywrócić oczami, gdy​ siłą zaczął mnie ciągnąć za nadgarstek w stronę wypożyczalni. Nie miałem pojęcia, po co się w to wpakowałem. Może nawet dla tego ciepłego dotyku jego dłoni? 


Pół dnia spędziliśmy na skuterach, a właściwie na jednym. Dopadł mnie strach przed moimi wadliwymi zdolnościami prowadzenia pojazdów, więc w ostateczności usiadłem za Jonghyunem, trzymając go z całych sił w pasie. Kilka razy zostałem posądzony o próby uduszenia go, bo mimo paskudnych, pomarańczowych kapoków, bałem się jak cholera, że spadnę i utonę. Tym bardziej, że starszy nie jeździł, jakby robił to pierwszy raz, a zgrzeszyłbym, gdybym powiedział, że robił to bardzo bezpiecznie i rozważnie.

Po zejściu ze skutera, miałem ochotę całować piasek i dziękować niebiosom, że jeszcze żyję. Jonghyun z kolei był cały w skowronkach i tylko ze względu na jego radosny, dziecięcy uśmiech, nie zwyzywałem go, ani nie zrzuciłem z molo, na które poszliśmy, kiedy słońce powoli chyliło się ku zachodowi. „Już nie mogę się doczekać, kiedy wrócimy“ - powiedział, nachylając się nad moim uchem podczas wspólnego obserwowania plaży. Niski, nieco szorstki szept wlał we mnie tyle wątpliwości, że zacząłem robić wszystko, by przedłużyć nasz spacer. Zdawało się, jednak, że nie będzie już wyjścia, gdy (bo) powoli zaczynało się ochładzać, a plaża pustoszała. 
Szliśmy w sporym tłumie, zupełnie nie zwracając na siebie uwagi. Znaczy miałem taką nadzieję. Przynajmniej taką miałem nadzieję - niewielkie obawy tworzyły się w mojej głowie za każdym razem, gdy na własnej poczułem muśnięcie dłoni Jonghyuna. Miałem wrażenie, że robił to specjalnie - zdradzał to jego łobuzerski uśmiech, który widziałem kątem oka. Jakiś czas bez protestów pozwalałem mu na te zaczepki, lecz kiedy mój palec został owinięty czyjąś dłonią, musiałem się zatrzymać. Tylko od kiedy Jonghyun miał rękę pięciolatka? 

- Umma? - zerknąłem w dół, skąd dobiegał płaczliwy, dziecięcy głosik, należący do jakiegoś brunecika. Wielkie, zapłakane oczy wlepione były we mnie jak w upragnioną zabawkę, której chłopiec nie mógł dostać, a palec „miażdżyła“ zwinięta w piąstkę, niewielka rączka. 

- Co jest, dzieciaku? - zapytałem, marszcząc brwi. Rozejrzałem się po chwili wokół, w poszukiwaniu nieodpowiedzialn​ych rodziców, lecz nikt sobie nie zawracał głowy dzieckiem. 

- Umma... - powtarzał w kółko, szarpiąc mnie za rękę. Był bliski płaczu.

~Oj nie, tylko nie rycz... - w myślach błagałem, by tylko nie wybuchł płaczem, ale ten już po chwili zalał się łzami, krzycząc w niebogłosy) 

- Umma!!! 

- Ej, mały, nie płacz, proszę... Zaraz poszukamy ummy, obiecuje, tylko nie... no by cię cho... 

- Kibum? - znikąd pojawił się Jonghyun, który wcześniej najwidoczniej zapomniał o mnie i poszedł z tłumem - Co ty...? - mała rączka w mgnieniu oka starła łzy, a ślepka przeniosły się na starszego. - Hej, mały… Czy ja cię znam? - chłopak przykucnął przy dziecku i jakiś czas przyglądał się zapłakanej twarzy. - Jak masz na imię? 

- Yoo... 

- Tak, mały? - Jong nachylił się, by lepiej usłyszeć nieskładny bełkot zapłakanego chłopca. 

- Yoogeun... 

- Znasz go? - zapytałem starszego, kiedy ten wziął dziecko na ręce. 

- To kuzyn Minho. Raz zabrał go na trening - oznajmił, po czym zwrócił się do Yoogeuna. - Wiesz, gdzie twoi rodzice? - dziecko pokręciło głową - zadzwoń do Minho i się spytaj, czy ma kontakt z jego rodzicami - nakazał mi, rozglądając się po plaży. 

W ciągu godziny zdołałem wykonać około dziesięciu telefonów do Żabola, ostatecznie się poddając, kiedy po raz kolejny usłyszałem automatyczną sekretarkę. Równie żmudne okazały się poszukiwania rodziców chłopca. Ostatecznie Jong wytłumaczył Yoogeunowi, że zabierzemy go na trochę do siebie, zanim zadzwonimy do jego rodziców. W prawdzie nie lubiłem dzieci, ale cieszyłem się, że mały trafił akurat na nas, a nie na jakiegoś pedofila. 

Po niewielkiej kolacji, udało nam się wreszcie dodzwonić do Minho. Po połowie godziny dowiedzieliśmy się, że mały zgubił się matce i po długich poszukiwaniach kobieta w końcu chciała zawiadomić policję. Dostaliśmy też prośbę, by zająć się nim do rana. Moje pytanie „dlaczego?“ oczywiście wyprzedziło entuzjastyczne „nie ma sprawy“ Jonghyuna, któremu pomysł jak najbardziej się spodobał. 

Mi ani trochę. 

Starszy kompletnie zatracił się w matkowaniu dzieciakowi, bynajmniej  do takiego stopnia, że mój powrót z kilkugodzinnego spaceru o trzeciej nad ranem nie wywołał z jego strony żadnych pytań poza tym, czy zamknąłem drzwi na klucz. Nie potrafiłem wręcz patrzeć, jak szczęśliwie chłopak odnajdywał się w roli - nawet tymczasowego - ojca. Każdy uśmiech, kolejna bezsensowna, lecz jakże pomysłowa, wymyślona na poczekaniu zabawa - każda interakcja Jonghyuna z dzieckiem budziła we mnie najgorsze uczucia i skłaniała do zapytania samego siebie: „czy my nie namieszaliśmy zbytnio?“. 

Nie byłem zazdrosny o cały ten czas spędzony przez Jonga i małego Yoogeuna. Jednak każda kolejna minuta jednak wzbudzała we mnie nowe obawy... Bo w końcu siłą rzeczy, starszy po prostu był stworzony do bycia ojcem, zajmowania się dzieckiem... A jego piękne, roześmiane oczy tylko podkreślały to, wręcz krzyczały do mnie „on tego chce, potrzebuje“. Lecz ja tego mu dać nie mogłem... 




<Jonghyun> 


- Papaaaa! 

- Cześć mały! Uważaj na siebie! - krzyczałem do chłopca, który odjeżdżał już z rodzicami do domu. Uśmiechnąłem się na samą myśl o tym dzieciaku, nawet jeżeli to była ostatnia okazja, by nim się zająć. 

Odwróciłem się w stronę domu i spacerem udałem do jego wnętrza. Wspiąłem się na piętro, by na łóżku spotkać skulonego Kibuma. Bez zastanowienia położyłem się za nim, ciasno przywierając do jego pleców. 

- Co jest, skarbie? - zagadnąłem, gładząc jego ramię. - Zimno ci? 

- Mhm... - odpowiedział mi obojętny, cichy pomruk. W odpowiedzi na humorki chłopaka, prychnąłem cicho, dłonią zjeżdżając wzdłuż jego sylwetki, docierając do szczupłych ud. 

- To może cię rozgrzać, co? - powoli zaczynałem ściskać palce - Jesteśmy już sa... - lecz przed dokończeniem zdania, zwinnie jak kot wyślizgnął się z mojego uścisku i wstał, mierząc mnie wzrokiem. Wyglądał na podenerwowanego.​ 

- Zastanów się Jjong, czy na pewno tego chcesz - wyrzucił z siebie rozkazującym tonem. 

- Bummie, jeszcze pytasz? A ty ...? 

- Nie, Jjong. Naprawdę radzę ci to przemyśleć - żywo gestykulował. Powoli zaczynałem się zastanawiać, czy wszystko w porządku. - Staram się, ale nie mogę dać ci każdej, wymarzonej przez ciebie rzeczy... 

- Bzdury opowiadasz - pokręciłem głową - wiesz, że tak naprawdę chcę tylko ci... 

- Nie, Jjong - powtórzył mój gest. - Naprawdę się zastanów. - tym razem barwa jego głosu była niezwykle przygnębiona, lekko nasączona desperacją. 

Poczułem w żyłach nagły skok adrenaliny, w związku ze strachem przed nieumyślnie popełnionym błędem. Kiedy wychodził, nawet nie potrafiłem go zatrzymać jakimś sensownym argumentem. Najpierw przypomniałem sobie wszystkie swoje akcje, a potem przeanalizowałem​sobie jeszcze raz jego wypowiedź; dalej, kolejny i następny. Niestety nie mogłem doszukać się rzeczy, której by nie był w stanie dla mnie zrobić. Jedynym, czego pragnąłem w tamtej chwili, była jego obecność - tyle by wystarczyło, by mnie uszczęśliwić. Dopiero po jakimś czasie mnie olśniło. 

Czy on aż tak bardzo bał się…? 

Czy sądził... że seks to dla mnie aż tak dużo? 

Wybiegłem z pokoju, a potem z opustoszałego domu, licząc na jak najszybsze spotkanie z Kibumem. 



CDN